„Chcę głębiej, ale nie intensywniej” – słyszałam to zdanie od praktykujących jogę tyle razy, że w pewnym momencie przestało brzmieć jak indywidualna prośba, a zaczęło jak wyzwanie, na które warto znaleźć odpowiedź. Somara jest tą odpowiedzią – kiełkującą we mnie przez ponad dwadzieścia lat.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym jest Somara i czym różni się od klasycznych praktyk jogi?
- Skąd wzięła się ta metoda i dlaczego powstała po ponad dwudziestu latach praktyki?
- Co oznacza zasada regulacja przed aktywacją i dlaczego jest sercem Somary?
- Jakie tradycje i style jogi składają się na tę metodę?
Praktyka, która dojrzewa razem z nami
Na swojej nauczycielskiej ścieżce spotkałam przez lata wiele kobiet, które praktykują od bardzo dawna i świadomie. Znają swoje ciała, oddech, wiedzą, co im służy. Często jest jednak tak, że intensywność praktyk, która kiedyś była dla nich paliwem, w pewnym momencie zaczęła im ciążyć. Wracają do siebie po terapii, po wypaleniu, po macierzyństwie, są przebodźcowane codziennością. Zaczynają szukać innego sposobu wejścia w to, co kochały i mówią wtedy: „Chcę głębiej, ale nie intensywniej”. I mówią to z bardzo konkretnej potrzeby układu nerwowego.
Wiele razy obserwowałam, że niektórym osobom po mocnej praktyce kriji brakowało na koniec „lekkości”. Nie dlatego, że coś było z nią nie tak, tylko dlatego, że podeszły do niej z układem nerwowym, który najpierw potrzebował czegoś innego – nie od razu oddechu ognia, a ugruntowania, łagodnego wejścia.
Sama również przechodziłam przez taki moment, gdy stanęłam na macie i poczułam, że potrzebuję czegoś innego niż to, co dotąd prowadziło mnie najmocniej. Nie wiedziałam jeszcze, czego. Wiedziałam tylko, że na tym etapie mojego życia „więcej” nie jest już odpowiedzią.
Z roku na rok widziałam wyraźniej, że na jakość praktyki ogromny wpływ ma właściwa kolejność. Ta sama krija wprowadzona po fazie zakotwiczenia działa zupełnie inaczej niż na początku zajęć, oferując dwa różne doświadczenia dla układu nerwowego, choć technika praktyki jest identyczna.
Somara: praktyka powrotu
Somara nie jest nowym stylem jogi.
Jest sposobem, w jaki ułożyłam to, co już istnieje – kundalini, yin, pranajamę, somatykę, jogę nidrę, medytację i ajurwedę. Każdy z tych elementów kocham i praktykuję od lat. Każdej z tych form zawdzięczam coś osobistego. Moja praca polegała na znalezieniu kolejności, w której wszystkie elementy praktyki zaczynają ze sobą najlepiej współgrać i wzajemnie się wzmacniać.
Somara jest właśnie tą metodą sekwencjonowania. To praktyka powrotu – do ciała, oddechu i energii – prowadzona tak, żeby układ nerwowy mógł się regulować, a nie napinać od kolejnej techniki.
Regulacja przed aktywacją
Współczesna joga – zwłaszcza kundalini, którą sama kocham i prowadzę od lat – często zaczyna się od intensywności. Oddech ognia, mocne krije, długie medytacje. To ma głęboki sens, kiedy układ nerwowy jest zasobny i gotowy. Zauważyłam jednak, że coraz więcej z nas ma z tą zasobnością problem. Układ nerwowy, który już nosi w sobie nadmiar, potrzebuje najpierw przestrzeni na ukojenie – dopiero potem może przyjąć aktywację.
Somara odwraca tę kolejność. Zanim przejdziemy do aktywacji, zaczynamy od regulacji. Zaczynamy od zakotwiczenia w ciele. Potem przechodzimy do otwarcia energii oraz integracji. Ta kolejność zmienia wszystko. Somara to porządek, który sprawia, że to, co znasz, niesie Cię głębiej.
Dlaczego dopiero teraz
Przez dwadzieścia kilka lat to, co robiłam na zajęciach, dojrzewało we mnie po cichu.
Każda uczennica, obserwacja i każde zajęcia odkładały się we mnie jako materiał. Nie myślałam wtedy jeszcze, że tworzę jakąś konkretną metodę. Myślałam raczej, że uczę się prowadzić praktykę tak, żeby jak najlepiej towarzyszyć temu, co widzę na matach.
W ostatnich latach zaczęłam świadomie układać to wszystko w jedną, spójną strukturę. Zobaczyłam, że obserwacje, które robiłam przez ten czas, mają wspólny mianownik i to, co dotąd było moją intuicją, łączy się w spójną metodę pracy z ciałem i układem nerwowym.
Nazwałam ją Somara od trzech etapów, które składają się na każdą praktykę:
- SO – przybycie,
- MA – ucieleśnienie,
- RA – integracja.
Więcej napiszę o tym w kolejnych tekstach na blogu. Opowiem, jak wygląda praktyka od środka, co dokładnie znaczą trzy ruchy w nazwie i według jakich zasad pracuję.
Cieszę się, że to czytasz. To pierwsze publiczne zdania o czymś, co przez lata żyło tylko we mnie, na moich matach i podczas zajęć. Wypuszczanie tego dalej jest dla mnie ważnym momentem.




