O jakości praktyki jogi decyduje wiele rzeczy. Technika, prowadzenie, doświadczenie, kontekst. Ale jest jeden czynnik, który często jest pomijany lub traktowany jako coś, o co praktykujące muszą zadbać same, przed zajęciami: stan układu nerwowego, z jakim wchodzimy na matę.
Czego nie widać na pierwszy rzut oka
Dwie osoby wchodzą na tę samą praktykę. Wykonują te same ćwiczenia oddechowe, asany i krije. Jedna wstaje z maty zasilona, a druga czuje tylko niewielką zmianę. Pierwsza z nich przyszła na zajęcia po spokojnym poranku, druga po dniu, w którym nie zdążyła nawet wziąć głębokiego oddechu. Pierwsza była gotowa, żeby otworzyć się na intensywność praktyki, podczas gdy ta druga potrzebowała najpierw czegoś innego.
Można prowadzić zajęcia, na których każdy element jest dopasowany technicznie, a mimo to coś się „nie spina”. Najczęściej dlatego, że pierwsze minuty zostały zaprojektowane jako rozgrzewka, a zamiast tego ciało potrzebowało najpierw regulacji układu nerwowego.
Dwa tryby, w których działamy
Nasz układ nerwowy pracuje w dwóch trybach. Pierwszy to tryb mobilizacji – uruchamia się, kiedy coś trzeba zrobić, na coś zareagować, czemuś sprostać. To stan, w którym większość z nas funkcjonuje przez dużą część dnia.
Drugi tryb to odpoczynek, regeneracja, trawienie. To stan, w którym ciało jest naprawdę zdolne do głębokiej pracy z energią.
Większość osób rozpoczyna praktykę, będąc w tym pierwszym trybie – nawet, jeśli nie czują się zestresowane. Tak po prostu działa na nas dzisiejszy świat – pełen decyzji, bodźców, napięć i pędu. I tego stanu rzeczy nie powinniśmy ignorować podczas praktyki.
Kolejność, która wiele zmienia
Klasyczna praktyka kundalini ma swoją wewnętrzną strukturę, która ma głęboki sens i działa, kiedy ciało jest na to gotowe. Jednak w dzisiejszych czasach, gdy coraz więcej osób wchodzi na matę z układem nerwowym w trybie mobilizacji, rozpoczęcie praktyki od próby aktywacji bywa zbyt intensywnym doświadczeniem. Takie osoby potrzebują najpierw regulacji i czasu, aby „poczuć” swoje ciało.
Zaczęłam zauważać, że to właśnie odpowiednia kolejność decyduje o jakości praktyki. Ta sama krija po fazie regulacji układu nerwowego działa zupełnie inaczej niż po krótkiej rozgrzewce – choć technika jest identyczna. To dwa różne doświadczenia dla układu nerwowego. Kiedy aktywacja przychodzi do ciała, które nie zostało wcześniej wyciszone, energia, którą ta praktyka podnosi, nie ma gdzie osiąść.
Jak działa Somara
Właśnie ta obserwacja była dla mnie punktem wyjścia do stworzenia Metody Somara: najpierw regulacja układu nerwowego, potem otwarcie energii, na koniec integracja.
Pierwsze kilkanaście minut praktyki Jogi Somara jest pracą z układem nerwowym. Wykonujemy somatyczny skan, stawiamy na spontaniczny oddech, mikroruchy. Ciało dostaje sygnał, że już się nigdzie nie spieszy. Tryb mobilizacji zaczyna ustępować trybowi obecności.
Dopiero z tego miejsca przechodzimy dalej: do krij, oddechu ognia, większej dynamiki – wszystkiego, co znamy z klasycznych praktyk, ale osadzamy to na innym fundamencie. I dlatego taka praktyka działa inaczej. Ta sama krija, ta sama technika, ta sama intensywność – wprowadzona po fazie regulacji – działa głębiej, bo ciało jest gotowe.
Somara Method TM poza matą
Taka kolejność i stawianie na regulację przed aktywacją może mieć zastosowanie również poza matą. Bierzesz głębszy oddech, zanim odpowiesz na trudny mail, stajesz na chwilę, zanim wejdziesz w trudną rozmowę – najpierw kontakt z ciałem, dopiero potem działanie.
To dlatego pierwsza zasada Somary z czasem może stać się sposobem, w jaki podchodzisz do wszystkiego, co w Twoim życiu intensywne – gdziekolwiek się to dzieje.
Jeśli chcesz doświadczyć tej kolejności w praktyce, zapraszam Cię na regularne zajęcia Jogi Somara w Sat Nam Klubie – moim studiu jogi online, a jeżeli chcesz uczyć jogi osadzonej w tej metodzie, pomoże Ci w tym kurs nauczycielski Somara MethodTM.




